Jedną z największych legend krążących po Lordran była bez wątpienia ta opowiadająca o królewskim rycerzu imieniem Artorias. Był on jednym z czterech elitarnych ostrzy samego Lorda Gwyna, Pana Światła Słonecznego. Wsławił się tym, że jako jedyny otwarcie rzucił wyzwanie ciemności czym zasłużył sobie na przydomek Kroczącego w Otchłani. Nawet po upływie setek lat jego legenda jest wiecznie żywa, i to pomimo tego, że królestwo, któremu służył, dawno już nie istnieje. Trudno się jednak temu dziwić. Mieszkańcy tych upadłych, niegdyś skąpanych w słońcu ziem, chwytają się każdej inspirującej historii, która choć odrobinę podniesie ich na duchu i da siłę, by przeżyć kolejny dzień. Na tym się jednak nie skończyło. Legendarny rycerz Artorias, tysiące lat po swojej śmierci, znalazł naśladowców, którzy zafascynowani jego fałszywą spuścizną, skrzyknęli się, by chronić swój świat przed mrokiem Otchłani. Oto historia spadkobierców Artoriasa, których historia zapamięta jako Stróżów Otchłani.
Sfora
Strażnicy Otchłani stanowili trzon Nieumarłego Legionu Farrona – elitarnej formacji bojowej powołanej wyłącznie w jednym celu: walki z ciemnością. Inspiracją dla ich działań była wciąż żywa legenda rycerza Artoriasa, którego zwano Kroczącym w Otchłani. Wojownicy wchodzący w skład wspomnianego legionu, pragnęli nie tylko brać przykład z jego wielkiego męstwa, ale i naśladować jego techniki walki. Aby tego dokonać, pili wilczą krew, nasycając swoje ciała pradawną mocą. Wzmocnieni tym rytuałem, stawali się niezwykle silni i zwinni, walcząc niczym sfora dzikich bestii – na pierwszy rzut oka chaotycznie, lecz jednocześnie w niemal perfekcyjnej harmonii. Jednak skąd tradycja picia wilczej krwi? Odpowiedzią może być drugoplanowa bohaterka legendy Artoriasa, a mianowicie wielka szara wilczyca Sif, która była wierną kompanką rycerza. Nawet wiele lat po jego śmierci strzegła grobu rycerza położonego nieopodal dawnego Ogrodu Darkroot.
Choć Stróżom Otchłani przyświecały wyjątkowo szlachetne pobudki, cechowały ich wyjątkowo skrajne metody działania. Wszystko dlatego, że na choćby najmniejszy ślad Otchłani Strażnicy reagowali bezwzględną brutalnością. Nie cofali się przed niczym, gotowi zrównać z ziemią całe wioski i miasta, byle by całkowicie wyplenić mrok aż u jego źródła. Odziani byli w charakterystyczne, poszarpane płaszcze oraz wysokie szpiczaste hełmy, które budziły trwogę wszędzie tam, gdzie je dostrzeżono. W ich dłoniach lśniły potężne wielkie miecze, wzorowane na ostrzu Artoriasa oraz rzeźbione sztylety, które służyły im nie tylko do parowania ciosów, ale i do wyprowadzania błyskawicznych, śmiertelnych kontrataków. To właśnie ta niezwykła kombinacja pozwoliła im rozwinąć własną, nieprzewidywalną sztukę walki – jeszcze szybszą, bardziej dziką i śmiercionośną niż techniki ich legendarnego poprzednika. Co ciekawe, nie stosowali oni tarcz, co było dość sporym odstępstwem względem bohatera, na którym się wzorowali. Artorias nie tylko posługiwał się tarczą, ale w kluczowym momencie osłonił nią swoją wilczą towarzyszkę, tym samym ratując jej życie. W każdym razie ich filozofia walki skupiała się wokół ciągłej, niepowstrzymanej ofensywy – natarciu bez choćby chwili wytchnienia, aż do całkowitego unicestwienia przeciwnika.
Wszyscy Strażnicy Otchłani, o czym wspomniałem już wcześniej, pili wilczą krew, nasycając swoje ciała pradawną mocą. Na tym jednak nie koniec, bowiem wspomniany rytuał był częścią czegoś znacznie większego. Wilcza krew była bowiem nie tylko źródłem siły, a przenikała ich istotę, spajając ich losy w jedno. Każdy, kto jej zakosztował, stawał się częścią większej całości, bowiem wszyscy Strażnicy Otchłani dzielili między sobą jedną, wspólną duszę – esencję samego Artoriasa.
Akolici i wyznawcy
Legion Farrona nie składał się bynajmniej wyłącznie z samych rycerzy. Razem z nimi kroczyli bowiem Akolici oraz Wyznawcy. Zacznijmy od pierwszych z nich. Byli to oddani uczeni, którzy wspierali wilczych rycerzy cudami i magią. Dla wzmocnienia ich znaczenia oraz mocy, w nieznanym momencie dziejów, Legion zawarł pakt z jednym Kryształowych Mędrców królestwa Lothric. Warunki tegoż paktu do dziś pozostają tajemnicą. Na jego mocy Mędrzec zgodził się opuścić wieżę, w której do tej pory rezydował i udał do Farronu, by tam szkolić wilczych akolitów w sztukach magicznych. Legion, który cenił szybkość i brutalną siłę, zażądał by uczony opracował nowe, bardziej dynamiczne warianty znanych zaklęć – dopasowane do ich stylu walki. Niektóre z tych czarów wyszły spod ręki odzianej w żółte szaty Heysel – uczonej i córki przywódcy akolitów, która później najpewniej zginęła, ciemiężona w lochach Irithyllu przez Pontyfika Sulyvahna.
O ile Akolici jako magiczne skrzydło Legionu Farrona stanowili nieocenione wsparcie dla Wilczych Rycerzy, tak Wyznawcy stanowili najniższą kastę, którą można przyrównać co najwyżej do zwykłych piechurów. Mówi się, że to właśnie im powierzano najbardziej niewdzięczne rozkazy, które kładły się cieniem na całym Legionie. A to z tego względu, że zadania te nierzadko były wymierzone przeciwko ich pobratymcom. Zlecano im bowiem potajemne eliminowanie skażonych mrokiem towarzyszy broni. Problem jednak w tym, że Otchłań nie pochłaniała swych ofiar od razu – zmiana była powolna, podstępna, niemal niezauważalna. Jednakże nieszczęśnik, który uległ całkowitej transformacji, zamieniał się w żądną krwi bestię mroku, która mogłaby stanowić zagrożenie dla całego oddziału. Tragizm tej sytuacji polegał więc na tym, że Wyznawcy nigdy nie mogli mieć stuprocentowej pewności, co do swojego osądu. Z jednej strony ryzykowali zabójstwem niewinnej osoby, a z drugiej, jeśli już kogoś oszczędzili, musieli liczyć się z możliwym pojawieniem się bestii. Sama metoda egzekucji wytypowanych nieszczęśników była brutalna i bezlitosna – Wyznawcy otaczali ofiarę, podpalali ją i zadawali ciosy ostrzami, a na koniec składali jej ostatni hołd, przebijając serce rzuconą weń włócznią.
Zjednoczenie Płomienia
Napojeni wilczą krwią Strażnicy Otchłani z czasem stali się na tyle potężni, że dzielona przez nich wszystkich dusza mogła posłużyć jako kolejne zarzewie Pierwszego Płomienia. Rycerze, których nadrzędnym celem było uchronienie świata przed mrokiem, bez zawahania poświęcili się, aby jeszcze raz przedłużyć Erę Ognia. Wataha Farrona dokonała więc ostatecznego poświęcenia, choć nie miał być to ostatni raz, gdy o nich usłyszano. Gdy Stróże Otchłani wypełnili swoje przeznaczenie i złączyli się z Pierwszym Płomieniem, podlegli im Wyznawcy stracili swoich przywódców i niedługo później odeszli ze służby. Błąkali się bez celu, aż w końcu znaleźli złudne ukojenie Malowanym Świecie Ariandel. Z kolei Akolici, pozbawieni zbrojnej ochrony, stopniowo poddawali się wpływowi Otchłani, a niegdyś wspaniała Twierdza Farrona zapadła się w gnijącą, cuchnącą topiel.
Mijały setki, być może tysiące lat. Pierwszy Płomień ponownie zaczął dogasać, a zbuntowany Młodszy Książkę Lothric, który od swoich najmłodszych lat przygotowywany był do tego zadania, odmówił stania się zarzewiem. Gdy sytuacja stała się krytyczna, z pradawnej Kaplicy Zjednoczenia Płomienia rozbrzmiał donośny dzwon, który zbudził dawnych Władców Pogorzelisk – tych, którzy niegdyś poświęcili się, by zjednoczyć płomień. Wszystko to w nadziei, że dawni władcy połączą swe siły, by jeszcze raz przedłużyć Erę Ognia. Żaden z nich jednak nie miał zamiaru ponownie się poświęcać. Nie inaczej było ze Stróżami Otchłani, których to, co zastali tysiące lat później, doprowadziło do obłędu. Zauważyli bowiem, że ich święta misja została przegrana. Otchłań, przed którą przysięgli bronić świata, zagnieździła się w samym sercu ich bractwa. A oni, dawni towarzysze broni, zostali skazani na wieczną walkę – nieustannie mordując tych spośród siebie, którzy ulegli ciemności. I pozostanie tak do momentu, aż pewien Nierozpalony położy kres ich bezsensownej, niekończącej się, bratobójczej walce.
Wesprzyj moją twórczość na SUPPI.pl
Przeczytaj także:
Elden Ring – historia świata gry (wprowadzenie do lore)
Dark Souls – historia świata gry (wprowadzenie do lore)