Kategorie
Blog

Gigant Yhorm – obrońca Zbezczeszczonej Stolicy

Trudna walka z bluźnierczym płomieniem piromancji.

Giganci nie mieli łatwego życia w Lordran. Od niepamiętnych czasów wzbudzali strach i nieufność. Wielu władców na przestrzeni wieków wykorzystywało ich jako jako tanią siłę roboczą lub wojowników, próbując ich sobie podporządkować. Zapewne w obawie przed tym, do czego byli zdolni. Zresztą był przynajmniej jeden król, który przekonał się o tym na własnej skórze. Doprowadził do wybuchu wyniszczającej wojny z gigantami, która ostatecznie doprowadziła do upadku jego królestwa. Nic więc dziwnego, że wszystkie te lata traktowania gigantów jako istot gorszego sortu, wykształciło w ludziach wiele uprzedzeń względem tych potężnych istot. I musiało upłynąć jeszcze wiele czasu, nim narodził się kolejny gigant, który umiłował ludzkość i postanowił zmienić ten stan rzeczy. Przed wami trudna historia Yhorma Giganta.

Obrońca

Pochodzenie giganta imieniem Yhorm owiane jest tajemnicą, jednak spekuluje się, że mógł być on potomkiem Wielkiego Władcy Wolnira – pożartego przez Otchłań władcy pustynnej krainy Carthus. Wszystko dlatego, że Wolnir, podobnie jak Yhorm, był ogromnych rozmiarów istotą, która z pewnością mogła nosić miano olbrzyma. Niektórzy mogą powiedzieć, że wzrost to za mało, jednak w przypadku tego świata myślę że to założenie nie jest do końca bezzasadne. Ponadto Carthuskie Katakumby oraz ruiny Zbeszczeszczonej Stolicy leżą w niewielkiej odległości od siebie, co tylko zdaje się potwierdzać wspomnianą teorię. Mówi się, że przed laty Wolnir mógł władać nie tylko krainą Carthus, ale mógł także podbić Zrujnowaną Stolicę. A gdy pochłonęła go Otchłań, jedynym spadkobiercą, który mógłby władać zdobytym miastem, pozostał jego domniemany potomek, a więc Gigant Yhorm.

Gdy Wolnir niespodziewanie zniknął, zamieszkującym Zrujnowaną Stolicę ludziom szybko zaczął doskwierać brak władcy – i to mimo tego że od niepamiętnych lat żyli w niewoli. Ponieważ nie znali się na wojaczce i byli raczej słabowici, poszukiwali kogoś, kto stałby się ich nowym obrońcą. Wtedy właśnie Gigant Yhorm zaoferował im swoją pomoc. Mieszkańcy Zbeszczeszczonej Stolicy początkowo byli jednak niechętni wobec olbrzyma. Być może dlatego że widzieli w nim następcę Wolnira i obawiali się, że czekają ich kolejne lata tyranii. Wielu zwyczajnie wątpiło w jego dobre intencje i trudno im się dziwić. By dowieść swojej wierności, podarował im broń zdolną zgładzić nawet jego. Był to miecz stworzony specjalnie do zabijania olbrzymów, który zwano Władcą Burzy. Przekazanie wspomnianej broni ludziom było swojego rodzaju zawarciem przymierza między Yhormem a ludnością Zbezczeszczonej Stolicy. Od tamtej pory Gigant zawsze dzielnie stawał w obronie swego ludu, samotnie stawiając czoło wrogom, bez choćby cienia strachu. Ryzykował wszystko dla tych, których poprzysiągł chronić.

Strata i przyjaźń

Powiadają, że niegdyś po tych przeklętych ziemiach chodziła istota, która była szczególnie bliska sercu Yhorma – i którą bezpowrotnie stracił. Była to strata tak wielka, że nawet gigantowi ciężko było sobie z nią poradzić. To właśnie wtedy miał on odrzucić dzierżoną przez siebie tarczę – zupełnie jakby chciał zrzucić z siebie ciężar przeszłości, który był dla niego zbyt wielki. Od tamtej pory posługiwał się wyłącznie jednym ostrzem, zmieniając styl walki. Wyżłobił w swojej maczecie głębokie karby, by władać nią oburącz, przez co jego styl walki stał się jeszcze bardziej brutalny i nieokiełznany.

Pośród ludzi, których chronił Yhorm uchodził za samotnika. Być może nie potrafił nawiązać z nikim bliższej relacji, po tym jak stracił ukochaną osobę. Z czasem jednak nawiązał przyjaźń z pewnym człowiekiem, która okazała się tak silna, że przetrwała nawet jego późniejszą śmierć. Gigant Yhorm zaprzyjaźnił się z jegomościem, którego zwano Siegwartem z Catariny – człowiekiem dość łatwowiernym, naiwnym, ale też niezwykle pogodnym i wielkodusznym. Mówi się, że Catarina to kraina wiecznego świętowania, gdzie regularnie płyną rzeki alkoholu. Również mieszkańcy owej krainy słyną z wyjątkowo przyjaznego usposobienia, co zdaje się potwierdzać charakter Siegwarda. Niewielu rozumiało istotę olbrzyma, ale cebulowy rycerz zobaczył w nim coś więcej niż tylko potężnego wojownika. I być może dlatego Yhorm znalazł w nim kompana.

Bluźnierczy płomień

Z czasem stolica, której poprzysiągł chronić Gigant Yhorm, znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Czwórka nikomu wcześniej nieznanych kobiet, będące ponoć córkami pewnego podejrzanego mędrca, sprowadziły na krainę straszliwą klątwę. Ich zakazane praktyki magiczne doprowadziły do utworzenia się zarzewia bluźnierczego płomienia, który w zamierzchłych czasach zwany był także Płomieniem Piromancji. Nie wiemy jednak czy kobiety miały cokolwiek wspólnego z dawnymi wiedźmami z utraconego Izalith. Niemniej wspomniany płomień stanowił śmiertelne zagrożenie dla mieszkańców stolicy – był chaotyczny, nieokiełznany i pochłaniał wszystko, co stanęło na jego drodze. By temu przeciwdziałać, Gigant Yhorm decyduje się zostać kolejnym Władcą Pogorzelisk. Wierzy bowiem, że na nowo rozpalony Pierwszy Płomień powstrzyma rozprzestrzenianie się bluźnierczego Płomienia Piromancji, co pozwoli na nowo zaprowadzić porządek w jego krainie. Poświęca więc życie, by chronić swój lud. 

Yhorm przed swoim odejściem odbywa też ostatnią rozmowę ze przyjacielem Siegwardem. Podarowuje mu wówczas drugi egzemplarz miecza znanego jako Władca Burzy. Wręcza go swemu wiernemu towarzyszowi i prosi go o ostatnią przysługę. Jeśli kiedykolwiek powróci do życia i będzie mógł stanowić zagrożenie dla swego ludu, Siegward ma użyć wspomnianej broni i położyć kres jego egzystencji. Gdy Yhorm dokonuje ostatecznego poświęcenia, podległy mu lud wychwa donośnie jego czyn, jednak mówi się, że robił to jedynie na pokaz, dalej żywiąc niechęć wobec Olbrzyma. Wówczas stało się coś niewyobrażalnego. Z nieba spadł ognisty żar chaosu, który zgładził wszystkich mieszkańców Zbeszczeszczonej Stolicy. Poświęcenie Yhorma na nic się zdało. Bluźnierczy Płomień nie znał litości – pochłaniał wyłącznie ludzi, ignorując wszystko inne. Zupełnie jakby przyświecał mu wyłącznie jeden cel – unicestwienie ludzkości.

Niektórzy wierzą, choć jest to jedynie plotka, że zagłada Zbeszczeszczonej Stolicy była efektem rytuału odprawionego przez wyżej już wspomnianego Mędrca – rytuału, który wymknął się spod kontroli. Osobnik ten w ogóle nie liczył się z potencjalnymi konsekwencjami swoich działań. Kierował się jedynie żądzą wiedzy, której nie krępowały żadne granice moralności. Co więcej, po katastrofie jedynymi ocalałymi okazali się właśnie wspomniany Mędrzec i czwórka jego służek. A skoro zdołali uchronić się przed pożogą, oznacza to, że nie mieli w sobie nic z ludzi.

Próżny trud

Gdy w Kaplicy Zjednoczenia Płomienia rozbrzmiał donośny dzwon, który wybudził dawnych Władców Pogorzelisk z ich głębokiego snu, Gigant Yhorm odmówił ponownego wzmocnienia Pierwszego Płomienia. Wszystko dlatego, że po swoim przebudzeniu uświadomił sobie, że jego ofiara była daremna. Bluźnierczy Płomień, który miał zostać ugaszony, rozgorzał na nowo, a wszyscy mieszkańcy jego krainy obrócili się w popiół. Gdy Gigant wstaje z grobu i dostrzega, że nie zdołał ocalić swoich poddanych, w całej krainie rozlega się jego przeraźliwy, rozpaczliwy ryk. Zjednoczenie Ognia nie przyniosło ratunku, a on sam nie miał już dla kogo żyć. Dlatego też pozostał w ruinach swego upadłego królestwa, czekając na swój koniec. Być może kiedyś do Zbeszczeszczonej Stolicy powróci jego dawny przyjaciel Siegwart, który zgodnie z daną mu obietnicą położy kres jego bolesnej egzystencji i da mu wieczny spoczynek.

Wesprzyj moją twórczość na SUPPI.pl

Przeczytaj także:
Elden Ring – historia świata gry (wprowadzenie do lore)
Dark Souls – historia świata gry (wprowadzenie do lore)

Udostępnij:

Autor: Adam Szymański

Chcę podzielić się z wami swoim spojrzeniem na tytuły, które właśnie ogrywam lub przypomnieć wam starsze tytuły, do których pałam wyjątkowym sentymentem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *