Japończycy mają nie lada zasługi w dziedzinie interaktywnego horroru. Serii takich jak Resident Evil czy Silent Hill nie trzeba przedstawiać nikomu, kto w choćby umiarkowanym stopniu interesuje się wspomnianym gatunkiem. Istnieje jednak sporo horrorowych marek, które nie zyskały podobnego rozgłosu – nawet jeśli po latach z rozrzewnieniem wspominane są przez rzesze pasjonatów. Taką marką bez wątpienia pozostaje FATAL FRAME, znane w Europie pod zmienionym tytułem Project Zero. Jest to seria japońskich survival horrrorów, których wyróżnikiem pozostaje mocne osadzenie w japońskim folklorze. I choć klasyczna trylogia z czasów PlayStation 2 uważana jest za generalnie udaną, to dwójka cieszy się szczególną estymą wśród fanów. Trudno więc dziwić się, że to właśnie ta odsłona otrzymuje od swojego wydawcy pełnoprawny remake. Czy jest to horror, po który warto sięgnąć także dziś? Przekonajmy się.
Na początku przyda nam się drobny rys historyczny. FATAL FRAME jako marka zadebiutowała w czasach świetności PlayStation 2 i właśnie na tą platformę ukazały się trzy pierwsze gry z serii. W Kraju Kwitnącej Wiśni marka znana jest jako ZERO, w Europie jako Project Zero, natomiast w USA jako FATAL FRAME. Generalnie jednak w fandomowym dyskursie dominuje raczej tytuł FATAL FRAME. I dobrze, bo najlepiej koresponduje z osią rozgrywki i o ile japoński tytuł ma więcej sensu, jeśli osadzimy go w lokalnym kontekście, tak tytuł europejski jest już trochę z czapy. I wygląda na to, że po latach wydawca sam uznał, że posiadanie trzech różnych tytułów w zależności od regionu jest trochę mylące, dlatego postanowił nieco ujednolicić nazewnictwo. Omawiany tu remake FATAL FRAME II reklamowany jest w Europie i Ameryce właśnie jako FATAL FRAME.
Jeśli chcielibyście nadrobić stare gry z serii, to niestety jest to zadanie dość utrudnione. Klasyczna trylogia z czasów PS2 osiąga zawrotne kwoty na portalach aukcyjnych i nigdy nie doczekała się żadnego remastera. Jeśli posiadacie PeEsTrójkę i amerykańskie konto PlayStation możecie zakupić trzy pierwsze odsłony w amerykańskim PlayStation Store, ale wciąż będzie to wymagało od was sporego kombinowania. Szczęśliwie sprawy mają się lepiej, jeśli chodzi o kolejne części. FATAL FRAME 4: Mask of The Lunar Eclipse i Fatal Frame 5: Maiden of Black Water początkowo były dostępne wyłącznie na Nintendo Wii oraz Wii U, a oryginalna wersja czwórki została wydana tylko w Japonii. Współcześnie jednak obie te części są dostępne w zremasterowanych wersjach na wszystkich wiodących platformach. I jeśli chcielibyście sięgnąć po którąkolwiek z nich, to zdecydowanie rekomenduję Wam czwórkę, Mask of The Lunar Eclipse, gdyż ma znakomitą historię. A co najważniejsze: potrafi solidnie przestraszyć. No dobrze, to skoro wiecie już co nieco o samej serii, wróćmy do omówienia rimejku FATAL FRAME II.
W odświeżonej odsłonie kultowej dwójki śledzimy losy dwójki bliźniaczek – Mio i Miyu Amakury. Dziewczyny, będące w wieku nastoletnim, odwiedzają okoliczny strumyczek, w okolicach którego za młodu często się bawiły. Z miejscem tym wiążą się jednak słodko-gorzkie wspomnienia. Podczas jednej z zabaw Miyu spadła z urwiska i złamała nogę. Dziewczyna niestety nigdy nie wróciła do pełni sprawności i od tamtego czasu lekko kuleje. Mio, choć wie że był to tylko wypadek, obwinia się za uraz siostry. To wydarzenie cementuje ich relację i dziewczyny stają się w zasadzie nierozłączone. Młodsza, ale za to bardziej bezpośrednia i energiczna Mio zrobi wszystko, by chronić starszą, ale bardziej wycofaną i melancholijną Miyu. Nostalgiczna wyprawa nad strumyk zamieni się wkrótce w koszmar, podczas którego siostrzana miłość zostanie wystawiona na próbę. A wszystko w momencie gdy Miyu odłącza się od siostry prowadzona w gęsty las przez tytułowego karmazynowego motyla.
Choć patrząc z perspektywy czysto fabularnej śledzimy losy dwójki bliźniaczek, jako gracz wcielamy się w młodszą Mio, przyjmując perspektywę trzeciej osoby. Fatal Frame to survival horror spełniający większość gatunkowych założeń, od zbierania zasobów po niezbyt wygodne sterowanie. Gdy traficie do wymazanej z kart historii wioski Minakami zdecydowanie radzę się nie spieszyć, chłonąć klimat i eksplorować dokładnie każdy kąt, gdyż ten horror zdecydowanie nagradza eksplorację. Jednak to co wyróżnia go na tle innych przedstawicieli gatunku to sposób walki z napotkanymi przeciwnikami. Zombie oraz inne potwory ustępują tu miejsca duchom, na które, a więc konwencjonalna broń na niewiele się tu zda. W toku rozwoju fabuły Mio wchodzi w posiadanie artefaktu zwanego Camera Obscura. Jest to aparat pozwalający uchwycić w kadrze to, co niewidoczne gołym okiem. Rzeczy nadprzyrodzone, takie jak duchy czy wydarzenia z zamierzchłej przeszłości. Na tym jednak nie koniec, bo wspomniany aparat to zarazem nasza jedyna broń w walce z nadnaturalnym zagrożeniem. A miejsce, w którym znalazły się bliźniaczki, pełne jest upiorów czyhających na nowe ofiary.
Gdy używamy Camera Obscura przyjmujemy perspektywę pierwszoosobową, a cały ekran wypełnia kadr naszego aparatu. Poprzez robienie zdjęć duchom dokonujemy na nich egzorcyzmu, odprawiając je tam, gdzie ich miejsce, a więc w zaświaty. Każde dobrze zrobione zdjęcie zadaje obrażenia, a po kilku-kilkunastu znośnych ujęciach niespokojny duch zostaje pokonany. Jednak, jak nietrudno się domyślić, żaden z nich nie będzie stał spokojnie czekając aż strzelimy kilka ujęć. Niespokojne duchy potrafią nie tylko dynamicznie zmieniać swoje położenie w przestrzeni czy teleportować się z miejsca na miejsce, lecz także wykorzystają każdą dogodną okazję, by nas zaatakować. A my podczas używania Camera Obscura mamy nie tylko dość ograniczone pole widzenia, ale i swobodę poruszania się, co wzmacnia poczucie zagrożenia. Często pod wpływem silnych emocji trudno jest znaleźć dobry kadr, by strzelić jak najlepsze zdjęcie, a co za tym idzie: zadać solidne obrażenia. A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jeden stresujący element, bowiem od czasu do czasu będziemy musieli martwić się nie tylko o siebie, ale także naszą siostrę.
Walka przy pomocy Camera Obscura to najważniejsza mechanika w grze i flagowy wyróżnik serii. Mechanika, która czyni walkę wyjątkowo emocjonującą, ale nierzadko także frustrującą. Trzeba poświęcić trochę czasu, by zgłębić wszystkie tajniki tego urządzenia, a ustrzelenie dobrego zdjęcia zadającego odpowiednio wysokie obrażenia bywa trudne, przez co walki z przeciwnikami potrafią zabrać dobrych kilka minut, a wraże duchy potrafią być naprawdę zwrotne i agresywne. Niewykluczone, że to mi brakuje odpowiedniego obycia z tą niecodzienną bronią, choć ukończyłem wcześniej dwie części serii i tam nie miałem aż takich problemów. W każdym razie nowi gracze mogą szybko odczuć irytację i to nawet na najniższym poziomie trudności. Jeśli zamierzacie sprawdzić FATAL FRAME 2 REMAKE, weźcie pod uwagę to, że spędzicie nieco czasu na rozkminianiu wspomnianego urządzenia oraz systemu walki, a wspomniany już czynnik grozy będzie tylko tę naukę utrudniał. Ale z owocną nauką przyjdzie z czasem satysfakcja, a sam aparat można także ulepszać i poszerzać zakres jego możliwości.
FATAL FRAME 2 REMAKE ma kilka bolączek technicznych, które nie dają mi spokoju. Sterowanie postacią jest dość nieresponsywne, ale rozumiem, że jest to świadoma decyzja projektowa, która ma potęgować poczucie zagrożenia. Niestety ta słaba responsywność przekłada się także na elementy menu, gdzie przełączenie się pomiędzy poszczególnymi jego elementami powinno być w zasadzie natychmiastowe, a odnosiłem wrażenie, że zaobserwowałem tam drobny input lag. Na tym jednak nie koniec drobnych baboli. W grze mamy dostępną mapę bieżącej lokacji, którą właśnie eksplorujemy. Klikając w przycisk na padzie wywołujemy ją w trybie pełnoekranowym, jednak gdy ją zamykamy nie wracamy od razu do gry, tylko zostajemy wycofani najpierw do menu głównego, a potem musimy kliknąć jeszcze raz wstecz, by wrócić do gry. Niby pierdoła, ale jest to rzecz, którą powinien wyłapać jakiś junior tester.
Na oprawę wizualną został też nałożony ziarnisty filtr, który chciałbym wyłączyć, jednak nie znalazłem takiej opcji w ustawieniach, przynajmniej w testowanej przeze mnie wersji na PS5. A zablokowanie klatkarzu do 30 FPSów pozostawię bez komentarza. Ja wiem, że to nie są do końca te same gry i może będzie to niesprawiedliwe porównanie, ale uważam że wydane jakiś czas temu Silent Hill f i Resident Evil Requiem, które również ogrywałem na PS5, pod względem optymalizacji zostawiają FATAL FRAME 2 Remake daleko w tyle. Boli też brak polskich napisów, bo w grze znajdujemy całą masę zapisków bohaterów, które poszerzają nam lore tego świata. Mam nadzieję, że przynajmniej część z tych mankamentów zostanie naprawiona krótko po premierze.
Choć Karmazynowy Motyl zdecydowanie ma swoje problemy, to zyskuje w oczach, gdy poświęcimy mu nieco więcej czasu. Japoński horror osadzony w lokalnych wierzeniach działa znakomicie, a mechanika Camera Obscura, nawet jeśli potrafi dać w kość, to pozostaje jednym z najbardziej kreatywnych rozwiązań w historii gatunku. Aparat służy nam nie tylko do walki, ale też zgłębiania historii odwiedzanych miejsc czy rozwiązywania zagadek środowiskowych. Wreszcie Fatal Frame 2 to naprawdę potrafiący podnieść ciśnienie horror ze świetną historią i doskonałym udźwiękowieniem. Wiele współczesnych fanów horroru być może sięgnie po ten remake, wiedzionych kultowym statusem oryginału. Boję się jednak jak zniosą zderzenie z grą, która mimo odświeżonej oprawy i dodatkowej zawartości, mechanicznie pozostaje bardzo wierna względem leciwych już pierwowzorów. A taki pełnoprawny remake był przecież doskonałą okazję, by wprowadzić markę w nową erę. Zakładam jednak, że najwięksi fani, do których ta produkcja przede wszystkim jest kierowana, właśnie takiego powrotu legendy oczekiwali.
Wesprzyj moją twórczość na SUPPI.pl
Przeczytaj także:
Elden Ring – historia świata gry (wprowadzenie do lore)
Dark Souls – historia świata gry (wprowadzenie do lore)