Kategorie
Blog

Mafia: The Old Country – recenzja

Fabuła, która niesie całą grę.

Mam ogromną słabość do pierwszej Mafii. Dla 13-letniego chłystka, którym byłem w momencie ogrywania oryginału, było to pierwsze zetknięcie z dramatem gangsterskim oraz tak silnym położeniem akcentów na fabułę w grze komputerowej. Choć z angielskiej, pirackiej wersji gry, jaką ogrywałem nie rozumiałem wówczas zbyt wiele, większości wątków domyślałem się z kontekstu. Byłem jednocześnie przeszczęśliwy, że gra odpala na moim Celeronie 486 z Rivą TNT-dwójką na pokładzie. Jak było to możliwe nie wiem, ale ukończyłem całą grę (dobra, przyznaję się, skipnąłem wyścig) i do dziś wspominam ją z ogromnym sentymentem.

Po latach zagrałem także w Mafię II i choć nie jest to zła gra, to jednak nie zrobiła już na mnie tak wielkiego wrażenia, co pierwowzór. Z kolei trójkę zupełnie pominąłem uznając, że gra za bardzo ucieka w stronę otwartego świata z masą znaczników do wyczyszczenia. Na tyle mocno straciłem zainteresowanie marką, że nie sięgnąłem nawet po remake jedynki.

Minęło 5 lat i sądziłem, że Mafia jako growa marka, teraz już na dobre popadnie w zapomnienie. Jednak nic bardziej mylnego. Studio Hangar 13, w którym postanowiło podjąć się opowiedzenia kolejnej gangsterskiej historii, będącej bardziej w duchu mojego ukochanego pierwowzoru. Mafia: The Old Country, lub w polskiej wersji Dawne Strony, zabiera nas na Sycylię z pierwszej dekady XX wieku, a więc tam, gdzie wszystko się zaczęło. Do miejsca, gdzie narodziła się zorganizowana przestępczość znana masowej świadomości jako Mafia.

Do zapowiedzi nowej Mafii podszedłem nadzwyczaj entuzjastyczne. Zaledwie 2 lata wcześniej miałem przyjemność spędzić wakacje na Sycylii, a pierwszy zwiastun omawianej produkcji, mocno odnoszący się do folkloru tej wyspy, wzbudził we mnie masę pozytywnych skojarzeń. Nagrałem nawet o tym film, więc jeśli interesuje was ten region Włoch i chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej o jego legendach, to serdecznie zapraszam.

Do gry zachęciły mnie także doniesienia, że producent chce powrócić do korzeni i skupić się na tym, co przyniosło pierwszej Mafii tak wielki sukces. A więc skupić się przede wszystkim na dobrze opowiedzianej historii z niewielką domieszką otwartego świata i aktywności pobocznych. I choć nie obyło się tu bez pewnych mankamentów, to uważam, że developer osiągnął zamierzony cel.

Fabuła, która niesie całą grę

W grze Mafia: The Old Country wcielamy się w chłopaka imieniem Enzo, który od najmłodszych lat, w skrajnie wyczerpujących warunkach, trudnił się pracą w kopalni siarki. Wydobyciem surowca zarządza niejaki Don Spadaro, który za nic ma bezpieczeństwo swoich pracowników, licząc wyłącznie zyski i ignorując wszelkie zasady bezpieczeństwa. Każdy, choćby najmniejszy bunt pracowników jest brutalnie pacyfikowany. Jedynie obecność wieloletniego przyjaciela pozwala Enzo jakoś żyć z dnia na dzień, ciułając grosz do grosza. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy jego przyjaciel ginie w tragicznych okolicznościach, a Enzo otwarcie konfrontuje się z kierownikiem kopalni, czym podpisuje na siebie wyrok śmierci. Ucieka z obozu pracy, a jego dotychczasowi pracodawcy ruszają za nim w pościg.

Chłopak dociera aż na ziemie będące poza jurystykcją Spadaro, jednak i tam w końcu dopada go poprzedni chlebodawca. Enzo żegna się już z życiem, gdy niespodziewanie zostaje uratowany przez ludzi lokalnego Dona Torrizi, którzy delikatnie daje intruzom do zrozumienia, że nie będzie tolerować naruszania granic jego terytorium. Chwilę po tym wydarzeniu Enzo trafia pod protekcję Torriziego i stopniowo zaczyna się piąć po szczeblach mafijnej hierarchii.

Fabuła opowiedziana w Mafia: The Old Country to zdecydowanie najmocniejszy element omawianej produkcji. Jest to do bólu klasyczna opowieść gangsterska odhaczająca po kolei wszystkie gatunkowe tropy. Lojalność wobec rodziny, zdrady, brutalne vendetty, braterstwo, walkę o wpływy, a nawet zakazaną miłość. Każda z przedstawionych tu postaci odznacza się bardzo wyrazistym charakterem i bardzo dobrze zarysowanymi motywacjami – w zasadzie nie ma tu zbędnych ról.

Przez całą grę obserwujemy nie tylko przemianę głównego bohatera, ale także jak zmieniają się ludzie wokół niego samego. Jest to dramat gangsterski pełną gębą i bardzo dobrze opowiedziana zamknięta historia nie pozostawiająca żadnych niedomkniętych wątków. Jednocześnie jestem pod sporym wrażeniem, jak Hangar 13 zręcznie uniknęło nadmiernego romantyzowania mafijnego życia, dość dobitnie obrazując nam, że życie podług zasad mafijnej rodziny ma w sobie raczej niewiele wspólnego z honorem. Cosa Nostra, a więc nasza sprawa, sprowadza się jak zawsze do chronienia interesów ludzi będących na samym szczycie, i jak zawsze kosztem najuboższych.

Szczypty dramaturgii dodaje także zawarty w grze sycylijski dubbing i to właśnie z nim ukończyłem całą grę. Porównywałem później jak na jego tle wypada dubbing angielski, ale moim zdaniem w ogóle nie umywa się do włoskiego. Jeśli lubicie wczuwać się w klimat gry, koniecznie pamiętajcie o tej możliwości, gdyż Włoscy aktorzy naprawdę dali z siebie wszystko. Oczywiście w grze znajdziemy także polskie napisy, a nasza rodzima tekstowa lokalizacja stoi na bardzo wysokim poziomie.

To przede wszystkim gra akcji

Rozgrywka w najnowszej Mafii jest dość schematyczna i oparta na rozwiązaniach znanych doskonale z innych gier akcji. Akcję obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby, a poza własnymi nogami możemy poruszać się także konno oraz znanymi z epoki automobilami. Zarówno konie jak i auta posiadają pewne statystyki, ale dla kampanii fabularnej nie mają one absolutnie żadnego znaczenia. Przy okazji pewnie zastanawia was jak wypada kwestia poruszania się samochodami z epoki,  więc tutaj myślę, że mogę was uspokoić. Nie uświadczymy tutaj tak topornego modelu jazdy, jak w pierwszej Mafii, w zasadzie jest on dość arcade’owy i nie nastręczał mi żadnych większych trudności przez całą grę. Przy czym istnieje opcja przełączenia się na bardziej realistyczne sterowanie, jednak jest ona domyślnie wyłączona.

Struktura rozgrywki jest w nowej Mafii całkowicie liniowa. Kampania fabularna przeprowadza nas od jednej misji do drugiej, nie oferując po drodze żadnych aktywności pobocznych poza szukaniem znajdziek, którym równie dobrze możemy zająć się już po ukończeniu gry w trybie rozgrywki swobodnej. Struktura misji również wygląda bardzo podobnie. Docieramy na miejsce akcji, wdajemy się w otwarty konflikt, bądź skradamy, docieramy do punktu kulminacyjnego, który oznacza jakieś istotne wydarzenie fabularne, nierzadko zakończone walką z bossem, a później następuje pościg lub ucieczka wieńcząca dany rozdział. Następnie oglądamy wprowadzenie fabularne do kolejnego rozdziału i schemat w dużej mierze się powtarza – z drobnymi wariacjami tu i ówdzie.

Początkowy zestaw misji w nowej Mafii jest dość mocno oskryptowany, jednak w miarę rozwoju fabuły zyskujemy nieco więcej swobody. Zamiast wdawać się w otwarty konflikt, który zamienia się w dość standardową trzecioosobową strzelankę z systemem osłon, możemy także zamienić się w sycylijskiego hitmana i zdejmując wrażych mafiozów po cichu. I oba te systemy zrealizowane są poprawnie, jednak nie stanowią żadnego wyzwania dla doświadczonego gracza (przynajmniej na standardowym poziomie trudności). Nie da się jednak ukryć, że wszystko to widzieliśmy już w dziesiątkach innych gier akcji i nowa Mafia absolutnie nic nowego tu nie wnosi.

Ten element trąci myszką

Jak zapewne pamiętacie, wspomniałem chwilę wcześniej o walkach z bossami i jest to na tyle specyficzny element nowej Mafii, że zasługuje na osobne omówienie. Chodzi o walki na nożę. Studio Hangar 13 zdecydowanie zależało, by dodać do kluczowych starć więcej dramatyzmu – uczynić je bardziej osobistymi i nie sprowadzać ich wyłącznie do wymiany ognia. Jednak w efekcie stały się najbardziej sztucznym elementem całej gry. Wizualnie wygląda to nawet nieźle, głównie za sprawą pracy kamery, ale u podstaw czysto mechanicznych ten system walki jest wręcz banalny i pozbawiony jakiejkolwiek głębi. Całość sprowadza się do parowania ataków przeciwnika, zadawania obrażeń oraz stosowania uników, gdy boss wyprowadza ciężki atak. I to w zasadzie wszystko. Parowanie, cios, cios, następnie 2-3 razy unik i sekwencja z grubsza się powtarza. Gdzieniegdzie pojawiają się także z dawna niewidziane quick-time-eventy i to tyle.

Na tym jednak nie koniec problemów nowej Mafii, gdyż te dotykają również warstwy technicznej. Tytuł ogrywałem na podstawowej wersji PS5 w trybie wydajności, który w domyśle powinien pozwolić mi na komfortową rozgrywkę w 60 klatkach na sekundę. Niestety dość regularnie podczas gry zdarzały mi się zauważalne spadki płynności, które może nie wpływały negatywnie na rozgrywkę, ale jednak nieco zaburzały ogólne doświadczenie. Generalnie dało się zauważyć, że silnik, który napędza nową Mafię radzi sobie gorzej w określonych sekwencjach. Zdarzyły mi się także ze dwie sceny, w których gra usilnie starała się utrzymać wysoki klatkarz kosztem mocnego skalowania rozdzielczości w dół. Boli także to, że wszystkie cutscenki w grze również mają locka na 30 klatek. A przynajmniej u mnie tak to wyglądało. Wierzę jednak, że przynajmniej część z tych rzeczy da się naprawić spędzając nieco więcej czasu nad optymalizacją. Szkoda jednak, że nie znaleziono na to czasu przed premierą.

Dobry powrót marki

Mimo wymienionych mankamentów postrzegam Mafię: The Old Country jako dobrze przemyślany i odpowiednio zeskalowany projekt. Developer postawił sobie za cel opowiedzenie koherentnej gangsterskiej historii, bez zbędnych wypełniaczy i to się zdecydowanie udało. To też produkt dość intencjonalnie kierowany do fanów pierwszej Mafii i to z nimi będzie najsilniej rezonować. Ale generalnie jeśli miałbym podać jedną rzecz, dla której warto sięgnąć po Dawne Strony, niezależnie od waszej znajomości serii, będzie to zdecydowanie zawarta w niej historia. Niesie ona na swoich barkach całą produkcję sprawiając, że pewne problemy techniczne, przynajmniej dla mnie, przestawały mieć znaczenie. Spędziłem z Enzo i jego przybraną rodziną 12 godzin i uważam, że był to dobrze spędzony czas, nawet jeśli momentami doprawiany szczyptą goryczki.

Udostępnij:

Autor: Adam Szymański

Nazywam się Adam Szymański i moją pasją jest odkrywanie i opowiadanie fascynujących historii znanych z gier. Cieszę się, że mogę dzielić się tym z Wami na YouTube i Spotify, zanurzając się w bogate fabuły i niezwykłe uniwersa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *