Kategorie
Blog

Tryptyk Ognia 1: Historia Płomienia Olbrzymów

Część historii świata gry Elden Ring.

Uwaga! Materiał zawiera spoilery dotyczące fabuły gry Elden Ring. Jeśli jeszcze jej nie ukończyłeś, lepiej powstrzymaj się od dalszego oglądania.

Zagłębiając się w ponurą historię Międzyziemia swoją uwagę kierujemy przeważnie w stronę głównych postaci tego dramatu: Wiecznej Królowej, półbogów oraz Zmatowieńców. Jednak to nie tylko oni mieli istotne znaczenie dla losów tej krainy. Nie tylko oni realnie na niego oddziaływali i nie tylko oni owy świat kształtowali. Od wieków bowiem na kontynencie istniały siły bardziej pierwotne, mające realny wpływ na ogólny porządek rzeczy. W najbliższych trzech materiałach na tym kanale, skupimy się na jednej, można powiedzieć najbardziej pierwotnej, z nich. A mowa tu o żywiole ognia. Witajcie w pierwszej części Tryptyku Ognia, mini-serii, w której poznamy bliżej historię trzech legendarnych Płomieni. Mocy na tyle potężnych, że mogących realnie wpływać na los całego Międzyziemia. A pierwszym z nich będzie Płomień Olbrzymów.

Ja nazywam się Adam Szymański i witam Was na kanale Balmora House. Jeśli lubicie to, co robię, gorąco zachęcam Was do subskrybowania kanału, abyście nie przegapili kolejnych materiałów. Zaczynajmy!

Grzech kardynalny i złowieszcze proroctwo

Od nastania ery Złotego Drzewa, Mnisi Złotego Porządku uchodzili za jedno z najbardziej konserwatywnych ugrupowań w całym Międzyziemiu. Poświęcali oni swoje życie zgłębianiu tajemnic Złotego Porządku, w tym Inkantacji, a także byli bezwzględnie oddani surowym dogmatom głoszonym przez Dwa Palce oraz Wielką Wolę. Jednym z ich wewnętrznych przykazań, była wstrzemięźliwość oraz roztropność, w szczególności jeśli chodzi o poszukiwanie wiedzy. Stąd też wielu z nich nosiło opaski na oczach, które miały ustrzec ich przed pokusą zagłębiania się w arkana zakazanej wiedzy. Ci z braci, którzy posiedli choćby jej skrawki, zmuszeni byli zamilknąć lub dzielić się nią w ukryciu. Bowiem gdyby zostali przyłapani na jej studiowaniu, groziłoby im natychmiastowe wygnanie z kontynentu.

Jaka wiedza była na tyle drażliwa, że mogła skutkować tak surową karą? Było to złowieszcze proroctwo mówiące o spowitej w płomieniach niewiaście, stojącej nad Kuźnią Olbrzymów. Rzekomo miała ona na nowo rozpalić ogień kuźni, zdolny spalić Złote Drzewo Wiecznej Królowej, a tym samym skutecznie zagrozić Panowaniu Wielkiej Woli. Tak, już od samego początku Panowania Wielkiej Woli, przyszłość Złotego Drzewa nie malowała się w najjaśniejszych barwach. Proroctwo to jest również nierozerwalnie związane ze śmiertelnym, kardynalnym grzechem przeciwko Złotemu Porządkowi. Jest nim właśnie akt rozpalenia ognia zdolnego podpalić wspomniane już wcześniej Złote Drzewo. No właśnie, ale jaki płomień byłby w ogóle zdolny do czegoś takiego?

Płomień Olbrzymów

Jest tylko jeden rodzaj ognia zdolny podpalić potężne Złote Drzewo. Jest nim pradawny Płomień Olbrzymów. Kto stał za stworzeniem Płomienia zdolnego spalić Złote Drzewo? Tylko i wyłącznie inne zewnętrzne bóstwo, a jak już dobrze wiemy, bóstwa zewnętrzne od zarania dziejów konkurują ze sobą o władzę nad Międzyziemiem. Pradawne podania wspominają o Upadłym Bogu, któremu Olbrzymi z Północy zawierzyli swój los, by zyskać jego potęgę płynącą z jego płomienia, nazwanego później właśnie Płomieniem Olbrzymów. Symbolem tego zewnętrznego bóstwa było groteskowo wyglądające, pojedyncze oko, którego źrenicę wypełniały płomienie.

Niestety, Olbrzymom z północy przyszło słono zapłacić za pakt z upadłym bóstwem. Bowiem po jego zawarciu cała ich rasa została skazana na wieczne podtrzymywanie wspomnianego ognia w Kuźni Olbrzymów, będącej zarazem kolebką płomienia upadłego boga. Dodatkowo podtrzymywany przez nich ogień w kuźni sprawił, że ich włosy włosy przybrały rdzawo-czerwony kolor. Wyzwolić mogłoby ich jedynie pokonanie upadłego boga lub ich własna śmierć. Wkrótce jednak miał ich czekać znacznie gorszy los, aniżeli zniewolenie przez zewnętrzne bóstwo.

Bitwa o Góry Olbrzymów

Gdy Królowa Marika, zwana Wieczną, zasiadła na eldeńskim tronie, regularnie starała się poszerzać swoje terytoria. Bezlitośnie zwalczała przy tym wszystkich, którzy mogliby stać w opozycji do Złotego Porządku i Wielkiej Woli. Jak nietrudno się domyślić, największym zagrożeniem dla jej panowania był właśnie Płomień Olbrzymów rozpalony w kuźni Olbrzymów na dalekiej Północy. Marika postanawia więc wysłać tam swoją armię, by rozprawić się z tym zagrożeniem. Na czele armii Złotego Porządku staje potężny wojownik Godfrey, mąż Mariki, tak dobrze nam znany jako Pierwszy Eldeński Władca.

Na dalekiej północy rozgorzała niezwykle krwawa wojna, która przypieczętowała los wszystkich Olbrzymów. Giganci nie mieli żadnych szans z armią Godfreya. Była ona bowiem chroniona przez specjalne Inkantacje przygotowane przez mnichów ognia, którzy podlegali zakonowi Złotego Porządku. Skutecznie chroniły one bowiem armię Godfreya przed Ogniem Olbrzymów. Do samych mnichów wrócimy jeszcze później. Ponadto do armii Złotego Porządku dołączyli także władający lodem rycerze Zamor, uchodzący za śmiertelnych wrogów Olbrzymów. O klęsce Gigantów przesądziła dodatkowo zdrada trolli, którzy najpewniej odmówili pomocy swoim większym kuzynom i również wsparli w bitwie Godfreya. Co jednak najciekawsze, w bitwie brał udział również sam Radagon, który w wyniku starcia został skażony klątwą upadłego boga, przez co jego włosy zmieniły kolor na rdzawo-czerwony.

Koniec upadłego boga

Gdy bitwa dobiegła końca, Wieczna Królowa Marika postanowiła osobiście zadać ostateczny cios i to z jej ręki upadły bóg został ostatecznie zgładzony. Przy życiu pozostał natomiast tylko jeden olbrzym. Jednak ku trwodze Mariki, mimo pozbycia się potężnego konkurenta, okazało się, że płomienia kuźni nie da się całkowicie wygasić. Wiedziona gniewem Marika postanawia więc przekląć ostatniego pozostałego przy życiu Olbrzyma tymi oto słowami: “O, mikry gigancie, pielęgnował będziesz ów tlący się płomień przez wieczność”. Wieczna Królowa sprowadziła zatem na Olbrzyma dokładnie tę samą klątwę, z której zaledwie chwilę temu został wyzwolony za sprawą zgładzenia upadłego boga. Jego włosy na powrót stały się rdzawo-czerwone, a on sam stał się ostatnim strażnikiem kuźni, mającym powstrzymać każdego, kto ponownie ośmieliłby się na nowo rozpalić Płomień Olbrzymów.

Herezja mnichów ognia

Ostatni Olbrzym nie był jedynym strażnikiem potężnego płomienia. Kuźnia Olbrzymów na północy była dodatkowo strzeżona przez wspomnianych już wcześniej mnichów ognia, najpewniej wywodzących się z Zakonu Złotego Porządku. Posiadali oni bowiem największą wiedzę na temat rzeczonych płomieni oraz tego, jak im przeciwdziałać. Mieli być także dodatkowym gwarantem tego, że nikt niepowołany nawet nie zbliży się do Kuźni Olbrzymów. Nikt jednak nie przewidział, że pozostawieni na północy mnisi, wiedzeni naturalną potrzebą poszerzania swojej wiedzy, wkrótce pokuszą się o zgłębianie arkan zakazanych płomieni. Mnisi Ognia, do tej pory wiernie oddani Złotemu Porządkowi, zaczęli być stopniowo deprawowani przez moc, jaką mógł dać im właśnie Płomień Olbrzymów.

Ochrona Płomienia Olbrzymów była nierozerwalnie związana ze studiowaniem jego natury. Można więc było przypuszczać, że niewielu mnichów oprze się pokusie powiększenia swojej mocy. Pierwszym z nich był, o ironio, naczelny strażnik Płomienia Olbrzymów, Arghanthy. Prałat mnichów ognia, podobnie jak inni jego współbracia, studiował ogniste inkantacje. Wiedziony potrzebą ich ciągłego doskonalenia zwrócił się ku możliwościom, jakie dawało obcowanie z mocą Płomienia Olbrzymów. Tym samym stał się pierwszym z mnichów ognia władającym potężnymi inkantacjami, czerpiącymi z mocy zakazanego płomienia. Jedną z najpotężniejszych, którą władał, był Płomień Upadłego Boga. Mówi się, że Inkantacja ta powstała na bazie szczątków samego upadłego boga.

Odrodzenie kultu

Ponury przykład Arghanthy’ego pociągnął za sobą kolejnych żądnych wiedzy mnichów ognia. Oddaleni tysiące mil od królewskiej stolicy, w ukryciu oddawali się studiowaniu zakazanej wiedzy. Stopniowo porzucali oczyszczający płomień Złotego Porządku na rzecz zakazanej potęgi płynącej z Płomienia Olbrzymów. Możemy przypuszczać, że późniejsze strzaskanie Eldeńskiego Kręgu i wojenna zawierucha, która wybuchła wkrótce potem, wyłącznie przyspieszyły proces ich deprawacji. Niedługo później upadli mnisi ognia z północy byli widziani w napierśnikach ze złowieszczym wizerunkiem przedstawiającym upadłego boga. Dzierżyli oni także owinięte rdzawo-czerwonym włosiem i zakończone charakterystycznym okiem kostury, z których miotali swoimi potężnymi płomieniami. Natomiast najbardziej zatwardziali z nich nosili także potężne hełmy z ogromnym paleniskiem, wypełnionym żarem zakazanego płomienia. Gdy wyposażony w taki hełm mnich wpadał w bojowy szał, ze wspomnianego paleniska buchał we wszystkie strony morderczy Płomień Olbrzymów.

Nadejście Zmatowieńców

Gdy po Wojnie Strzaskania Zmatowieńcy zapuszczają się na daleką północ, ośnieżone szczyty są wręcz usiane trupami Ognistych Olbrzymów. Choć nie jest to potwierdzone, ich ciała wskazują na to, że zostali oni wyeliminowani za sprawą zakazanej magii, której przedstawiciele Złotego Porządku powinni się wystrzegać. Wygląda jednak na to, że potrzeba zażegnania zagrożenia ze strony Ognistych Olbrzymów była silniejsza, niż dogmaty głoszone przez wyznawców Wielkiej Woli.

Po strzaskaniu Eldeńskiego Kręgu, ku trwodze wszystkich fundamentalistów Złotego Porządku, złowieszcze proroctwo zostaje wypełnione. Wiedziony przewodnictwem łaski Zmatowieniec pokonuje ostatniego z Ognistych Olbrzymów i staje przed paleniskiem legendarnej Kuźni. Natomiast towarzysząca mu tajemnicza kobieta imieniem Melina okazuje się być wspomnianą już spowitą w płomieniach niewiastą. Na nowo rozpala ona Płomień Olbrzymów w ich legendarnej kuźni i w konsekwencji doprowadza do tego, że górujące nad Międzyziemiem Złote Drzewo staje w płomieniach. Wkrótce potem żegna się z bohaterem, a wybrany Zmatowieniec jest coraz bliżej zostania nowym Eldeńskim Władcą, niż ktokolwiek inny z jego rodzaju.

Przeczytaj także:
Elden Ring – historia świata gry (wprowadzenie do lore)
Wampir. Maskarada – wprowadzenie do świata gry

Udostępnij:

Autor: Adam Szymański

Chcę podzielić się z wami swoim spojrzeniem na tytuły, które właśnie ogrywam lub przypomnieć wam starsze tytuły, do których pałam wyjątkowym sentymentem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *