Kategorie
Blog

Tormented Souls: dlaczego survival horror działa?

Przepiękny hołd dla horrorów z ery pierwszego PlayStation.

Caroline Walker prowadzi stosunkowo beztroskie życie, którego wiele kobiet pewnie mogłoby jej pozazdrościć. Sielankę przerywa jednak tajemniczy list nadany ze Szpitala Wildberger. Nie jest to jednak zawiadomienie o planowanym zabiegu czy inny typ formalnej korespondencji. Ku jej zaskoczeniu koperta zawiera jedynie lekko podniszczone zdjęcie dwójki bliźniaczek, a na jego odwrocie enigmatyczne pytanie: czy uważasz, że możesz nas tak po prostu porzucić?

Na sam widok starego zdjęcia Caroline mało co nie traci przytomności. Nie uważa tego również za mało wyszukany prank i postanawia sprawdzić, kto jest nadawcą tajemniczej wiadomości. Bohaterka udaje się tropem wspomnianego listu do opuszczonego szpitala, gdzie przyjdzie jej zmierzyć się z demonami przeszłości.

Tormented Souls to duża niespodzianka

Tormented Souls było dla mnie jednym z najbardziej pozytywnych zaskoczeń 2021 roku. Ta niewielka produkcja powstała we współpracy studiów Dual Effect i Abstract Digital to prześliczna laurka dedykowana klasycznym survival-horrorom z ery pierwszego PlayStation. Twórcy absolutnie bezwstydnie, a przy tym bardzo umiejętnie czerpią ze wszystkich rozwiązań, a także klisz charakterystycznych dla tego gatunku. Jednocześnie syntezują najlepsze elementy bardziej przyziemnego Resident Evil, jak i melancholijnego, Silent Hill. I choć zestawianie tych dwóch marek brzmi jak przepis na koncepcyjny misz-masz, twórcy Tormented Souls wychodzą z tego obronną ręką!

Co sprawia, że survival horror działa?

Wspomniana gra stała się też dla mnie idealną motywacją do nagrania materiału, który chodził mi po głowie już od dłuższego czasu. Chciałbym bowiem przez jej pryzmat omówić najważniejsze elementy, które moim zdaniem definiowały gatunek survival-horrorów lat 90. I po dziś dzień sprawiają, że survival horror po prostu działa.

Rzut kamery

Zacznijmy od podstaw związanych z mechaniką rozgrywki. Akcję gry obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby z wykorzystaniem bardzo charakterystycznej, podążającej oraz izometrycznej kamery. To absolutna podstawa we wszystkich produkcjach odwołujących się do złotej ery survival horroru. Tormented Souls dodatkowo serwuje nam piękne kadry, a kamera śledząc nasze poczynania nigdy nie ujawnia zbyt wiele. Sprawia, że zwyczajnie boimy się tego, co może czyhać na nas za rogiem. Wiem, że wielu graczy irytuje tego typu rozwiązanie, gdyż utrudnia nieco sterowanie i orientację w przestrzeni. Ale paradoksalnie o to właśnie chodzi! O przyrost kortyzolu nie tylko w obliczu starcia z przeciwnikiem, ale i próby okiełznania terenu wokół nas.

Zagadki

A skoro zahaczyliśmy już o otoczenie, nie sposób nie wspomnieć o zagadkach środowiskowych, które również stanowią jeden z elementów definiujących ten gatunek. A w Tormented Souls jest ich zatrzęsienie. Jeżeli w klasycznych survival horrorach szczególnie umiłowaliście sobie rozwiązywanie zagadek logicznych czy zbieranie części potrzebnych do uruchomienia jakiegoś urządzenia, będziecie wniebowzięci. Tak jak przy okazji remake’ów Resident Evil 2 i 3 uważałem, że jest tego trochę mało, podczas rozgrywki w Tormented Souls czułem aż przesyt wspomnianymi łamigłówkami.

Ekwipunek

Kolejnym elementem klasycznego survival horroru jest umiejętne zarządzanie naszym nierzadko ograniczonym ekwipunkiem. Zmusza nas to do skrupulatnego planowania kolejnych eskapad po wąskich korytarzach tajemniczej rezydencji czy podziemnego laboratorium złowrogiej korporacji. A co za tym idzie: do ciągłego zadawania sobie pytań: co czeka mnie na obszarze, którego jeszcze nie zbadałem lub nie zbadałam? Czy lepiej wziąć ze sobą potężniejszą broń minimalizując ryzyko odniesienia ran czy może jednak lepiej z niej zrezygnować, pozostawiając miejsce w ekwipunku na potencjalnie wartościowe łupy? Tego typu kalkulacje były w survival horrorach na porządku dziennym.

Zasoby

Z zarządzaniem ekwipunkiem nierozerwalnie wiąże się także umiejętność racjonowania mocno ograniczonych zasobów. W szczególności tyczy się to amunicji oraz przedmiotów leczniczych. Tutaj w grę wchodzi kolejna kalkulacja. Jeżeli decydujemy się na walkę bronią białą, oszczędzamy amunicję, ale istnieje większe ryzyko, że odniesiemy poważne rany. Z drugiej jednak strony amunicję warto oszczędzać na walkę z potężniejszymi przeciwnikami i tak dalej… Tormented Souls nie realizuje jednak tych założeń w stu procentach. Caroline posiada nielimitowany ekwipunek i może nosić ze sobą absolutnie wszystko. W grze nie funkcjonują też znane z serii Resident Evil skrzynie na przedmioty. Odchodzi nam więc element żonglowania ekwipunkiem, jednak zmaganie się z ograniczonymi zasobami wychodzi tu na pierwszy plan. A osoby o wybitnie słabych nerwach dodatkowo uprzedzam, że dysponujemy ograniczoną ilością zapisów gry.

To właśnie te elementy elementy są dla mnie esencją survival horroru. Jasne, skrajnie nieprzyjazne środowisko i dybiące na nas przerażające potwory potrafią sprawić, że skóra się jeży na głowie. Niemniej dla mnie prawdziwie przerażająca jest ta ciągła walka z własnymi ograniczeniami, mieszająca się z nieustanną potrzebą mikrozarządzania. To regularne podejmowanie trudnych decyzji, ile jesteśmy w stanie poświęcić, by ruszyć dalej. I nie dać się zabić.

Powróćmy teraz do samej gry w ramach tego nietypowego recenzjo-felietonu. Gdyż jest jeszcze kilka kwestii, które chciałbym omówić.

Oprawa graficzna

Graficznie Tormented Souls to dzieło mocno nierówne. Gra posiada przepiękną oprawę wizualną, jeśli chodzi o projekty lokacji. Opuszczona rezydencja, przemianowana w latach swojej świetności na szpital polowy, robi ogromne wrażenie. Praktycznie każde pomieszczenie od głównego holu po zwy kły schowek na miotły zostało potraktowane tutaj z ogromną dbałością o szczegóły. Robi to o tyle spore wrażenie, że nie jest to produkcja wysoko budżetowa. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o projektach postaci. Projekt naszej głównej bohaterki, Caroline Walker, jest wykonany poprawnie, jednak postaci niezależne zdecydowanie powinny otrzymać więcej uwagi. Nie wspominając już o tym, że żadna z postaci nie otwiera ust podczas dialogów. Nadrabiają to jednak projekty samych potworów, o których ani słowa więcej, by nie psuć Wam zabawy.

Muzyka

Obok lokacji kolejnym mocnym elementem omawianej produkcji jest muzyka, za którą odpowiada dwójka artystów: Begoña (bigona) A. Carrasco, a także osoba kryjąca się pod pseudonimem NyxTheShield. Stworzyli oni wspólnie kompozycje, które przepięknie nawiązują do znanych nam utworów z klasycznych odsłon serii Resident Evil. Nie jest to jednak wyłącznie mocna inspiracja. To jedyny w swoim rodzaju muzyczny list miłosny wyrażający ogromne pokłady uwielbienia dla klasycznych kompozycji z lat 90. Co więcej, fani nieco mniej konwencjonalnych kompozycji znanych chociażby z serii Silent Hill, również znajdą tu coś dla siebie. Soundtrack z omawianej gry znajdziecie chociażby na Spotify. Zostawię Wam linka w opisie.

Czego zabrakło?

No dobrze, posłodziłem, pozachwycałem się, a teraz przejdźmy do rzeczy, których w mojej opinii zdecydowanie tu zabrakło. Chociaż pewnie uznacie, że czepiam się na siłę. Chodzi mi mianowicie o endgame. W klasycznych odsłonach Resident Evil byliśmy niejednokrotnie nagradzani za ukończenie gry różnymi, pomniejszymi bonusami. Mogły to być chociażby alternatywne stroje dla naszych bohaterów. Mogliśmy także odblokowywać dodatkowe bronie w specjalnie przygotowanych trybach arcade. Zawsze bardzo ceniłem sobie takie dodatkowe aktywności, które skutecznie wydłużały czas, który mogliśmy spędzić z daną grą. Twórcy zachęcali nas także do ponownego przejścia gry i kręcenia coraz lepszych czasów. Nie bez powodów klasyczne odsłony Rezydencji Zła są tak popularne wśród speedrunnerów. Niestety tego typu słodkich bonusów w Tormented Souls nie uświadczycie. Chociaż…

I tutaj jeszcze mała errata, bo widocznie wiele osób narzekało na to samo, co ja. W ramach darmowej halloweenowej aktualizacji Caroline Walker dorobiła się m. in. nowego, alternatywnego stroju. Liczę, że w przyszłości doczekamy się więcej takich miłych niespodzianek!

Już dawno nie miałem styczności z grą wideo, która epatowała by tak ogromną miłością dla swoich wielkich poprzedników. Tormented Souls to niezwykle kompetentny survival horror, gdzie mimo ogarniającego cię strachu, chcesz grać dalej. Polecam ją przede wszystkim osobom stęsknionym za klasyczną formułą tego gatunku. Mam też nadzieję, że nie jest to nasze ostatnie spotkanie z Caroline Walker. Spędziłem z omawianą grą ponad 10 godzin przepełnionych niepewnością, melancholią i strachem. I cholera, bardzo chciałbym to powtórzyć.

Przeczytaj także:
Jak cieszyć się Vampire: The Masquerade – Bloodlines w 2021 roku

Udostępnij:

Autor: Adam Szymański

Chcę podzielić się z wami swoim spojrzeniem na tytuły, które właśnie ogrywam lub przypomnieć wam starsze tytuły, do których pałam wyjątkowym sentymentem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *