Kategorie
Blog

Djura – historia strażnika Starego Yharnam

Część historii świata gry Bloodborne.

Uwaga! Materiał zawiera spoilery dotyczące fabuły gry Bloodborne. Jeśli jeszcze jej nie ukończyłeś, lepiej powstrzymaj się od dalszego oglądania.

Mało kto dziś pamięta, co wydarzyło się w Starym Yharnam. Miejsce to odizolowano od zewnętrznego świata, a każdy zdrowy na umyśle człowiek trzyma się od niego z daleka. Dobiegający stamtąd odór siarki i spalonego mięsa pozostaje jedynie subtelnym wyrzutem sumienia dla włodarzy Nowego Yharnam. Tego nad którym górują świątynie Kościoła Uzdrowienia. Nikt nie wspomina dawnego miasta, nikt o nim nie rozmawia. Po co w ogóle rozpamiętywać te niefortunne wydarzenia? Nie ma tam już ludzi, a jedynie błąkające się po spalonych ulicach bestie. Jest to jednak błędne przeświadczenie, bowiem wciąż przebywa tam jeden człowiek. Djura – dawny Tropiciel, opiekun bestii i powiernik straszliwej historii Starego Yharnam.

Tajemnicza choroba

Jeszcze zanim Kościół Uzdrowienia na dobre zapuszcza korzenie w Yharnam, stare miasto zaczyna trawić pewna tajemnicza choroba. Była ona wysoce zaraźliwa, przez co bardzo szybko przerodziła się w epidemię. Zarażeni nie tylko opadali z sił, ale zanosili się silnym krwistym kaszlem. Natomiast jakikolwiek kontakt z ową krwią prowadził do kolejnych zakażeń. Nazwano ją chorobą spopielonej krwi. Zapewne dlatego, że zakażona krew miała charakterystyczny, popielaty kolor. Mieszkańcy starego miasta starali sobie radzić na najróżniejsze sposoby, jednak żaden z nich nie przynosił zadowalających rezultatów. Jedynym medykamentem, który przynosił tymczasową ulgę, były białe pigułki zwane przez miejscowych Antidotum. Niestety, łagodziły one jedynie objawy, a nie zwalczały źródła rzeczonej choroby.

Zdesperowanym mieszkańcom przychodzi na pomoc Kościół Uzdrowienia. Rosnąca w siłę organizacja dobroczynna będąca w posiadaniu tajemniczej leczniczej substancji. Tym cudownym lekarstwem, zdolnym uleczyć nawet najcięższą chorobę, była dobrze nam znana Stara Krew. Duchowni w swojej dobroci serwują wspaniały lek wszystkim zarażonym mieszkańcom. Niedługo później epidemia spopielonej krwi staje się jedynie odległym wspomnieniem. Kościół Uzdrowienia zyskuje w ten sposób ogromną popularność wśród mieszkańców Yharnam, a Stara Krew szybko staje się obiektem kultu. Z czasem wpływy wspomnianej instytucji stają się tak wielkie, że staje się ona nieformalnym zarządcą miasta. Natomiast źródło pochodzenia owej choroby nigdy nie zostaje ustalone. Swoją drogą cóż za niezwykły zbieg okoliczności. Kościół Uzdrowienia pojawia się ze swoim magicznym lekarstwem akurat w momencie, gdy w mieście szaleje epidemia. Przypadek?

Beczki z prochem

Yharnam przeżywa okres prosperity. Stara Krew administrowana wyłącznie przez włodarzy Kościoła Uzdrowienia dodaje sił, leczy choroby, a niektórym służy nawet jako narkotyk. W związku z dynamicznym rozwojem miasta, ściągają do niego także ludzie spoza regionu. Trudno się dziwić. Wiele osób chce przekonać się na własnej skórze, czy cuda, o których słyszeli, mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. I ku ich radości, wiele z tych pogłosek okazuje się być prawdą. Kościół rośnie w siłę, miasto rozwija się, a mieszkańcy zyskują cudowne remedium na większość trapiących ich prob lemów. Niestety, ten raj na ziemi wkrótce przemieni się w prawdziwe piekło. A wszystko to będzie miało swój początek ponownie w Starym Yharnam.

Niedługo po tym, jak udało się zwalczyć epidemię spopielonej krwi, stare miasto zaczyna trawić kolejna plaga. Mieszkańcy, którym w czasie epidemii przetoczono Starą Krew, przemieniają się w straszliwe, żądne krwi bestie. W zabytkowej części miasta wybucha panika, a sytuacja szybko wymyka się spod kontroli. Kościół Uzdrowienia ma świadomość, że to ich cudowna substancja przemienia ludzi w monstra, jednak robi wiele, by te rewelacje nie przedarły się do powszechnej świadomości. Cały czas prowadzi nad nią badania i wierzy, że w końcu ujarzmi jej tajemniczą naturę. Na początku, związani z Kościołem Tropiciele Gehrmana, regularnie i po cichu eliminowali każdego przemienionego Yharnamczyka. Nie inaczej miało być w przypadku Starego Miasta, lecz tym razem koniecznym było zastosowanie bardziej radykalnych środków.

Heretycy z Kuźni

Podobnie jak Kościół Uzdrowienia posiadał swoje Frakcje, tak Kuźnia Tropicieli Gehrmana również dzieliła się na pomniejsze kompanie. Każda z nich charakteryzowała odmiennymi sposobami polowania na bestie. Choć większość z nich zgadzała się, że na bestie należy polować w ukryciu, tak jedna kompania podważała tę zasadę. Byli to Tropiciele Beczek z Prochem, zwani też heretykami z kuźni. Inni Tropiciele uważali ich za czarne owce. Oni sami natomiast szczycili się swoją przynależnością i stosowanymi metodami. Regularnie powtarzali, że jeśli broń nie kopie, to jest nic niewarta. I w istocie, ich broń posiadała naprawdę mocnego kopa. Używane przez nich ręczne armaty i inne środki wybuchowe sprawiały, że zostawiali za sobą tylko spaloną ziemię. To właśnie oni, znani ze swoich radykalnych metod, zostają oddelegowani, by zająć się Starym Yharnam.

Masakra Starego Yharnam

Kościół Uzdrowienia postanawia oczyścić Stare Yharnam. Zostaje ono odcięte od reszty miasta, a wszyscy, którzy się tam znajdują, zostają pozostawieni na pastwę Prochowych Tropicieli. Tak – tyczy się to nie tylko bestii, ale i zupełnie niewinnych ludzi. Są oni ceną, którą należy zapłacić, by plaga bestii nie przedarła się do pozostałych części miasta. Tropiciele Beczek z Prochem biorą się więc za wyznaczone im zadanie. Z rozmysłem rozstawiają oni niepozorne beczki z prochem w całym starym mieście. Następnie przypuszczają salwę ze swoich charakterystycznych armat i w mgnieniu oka całe miasto staje w płomieniach. Rozprzestrzeniający się ogień pochłania szwędające się po ulicach bestie, ale i spanikowanych mieszkańców – w tym kobiety i dzieci.

Jednym z członków kompanii Prochowych Tropicieli był Djura, który brał czynny udział w pacyfikacji Starego Yharnam. Jeszcze przed upadkiem miasta zyskał on miano człowieka o szlachetnym sercu, ale i wielkiej naiwności. Wierzył on w ideały, które od zarania przyświecały Tropicielom Gehrmana. Wszak mieli oni być uosobieniem dobra. Wojownikami, którzy stają w obronie bezbronnych. Jednak tego dnia, gdy nad Starym Yharnam pojawiły się pierwsze kłęby czarnego dymu, coś w nim pękło. Widząc jak Tropiciele oddają się bezsensownej żądzy mordu i jak niewiele różnią się od bestii, na które polują, porzuca on Kuźnię Tropicieli. Co jednak znamienne, nie tylko Djurą targały wątpliwości, co do takiego rozwiązania. Świadczy o tym chociażby notatka pozostawiona w starym mieście przez jednego z poległych Tropicieli. “Czy naprawdę nie mamy innego wyjścia, jak tylko spalić to wszystko na popiół?”. Gdy rzeź dobiega końca, Tropiciele Beczek z Prochem opuszczają Stare Yharnam. Wszyscy, za wyjątkiem Djury.

Djura. Ostatni strażnik

Z czasem całe miasto Yharnam pochłania plaga bestii. Nastaje niekończąca się noc, a kolejni Łowcy wysyłani są ze Snu Tropiciela, by położyć kres temu szaleństwu. Wielu z nich, podczas swojej wędrówki, natrafia na zaryglowane drzwi prowadzące do Starego Yharnam. Co jednak istotne, widnieje na nich ostrzeżenie mówiące o tym, że żaden Tropiciel nie jest tu mile widziany. A jeśli będą na tyle nierozsądni, by je zignorować, przyjdzie im zmierzyć się nie tylko z panoszącymi się tam bestiami, ale także ostatnim, samozwańczym strażnikiem tego miejsca – Djurą.

Minęły całe lata od okrutnej pacyfikacji Starego Yharnam. Tymczasem Djura, przez cały czas czuwał nad tym zapomnianym przez Boga miejscem. Choć stare miasto od dawna stoi opustoszałe, po osmalonych ulicach wciąż błąkają się bestie. Bestie, które były niegdyś zwykłymi ludźmi, a których jedynym błędem było przyjęcie transfuzji Starej Krwi. Prochowy Tropiciel Djura, dobrze znany ze swojej naiwności, ale i wielkiego serca, czuł wobec nich ogromny żal. Poprzysiągł więc, że będzie strzec Starego Yharnam i zamieszkujących je potworów. Nawet jeśli te przy pierwszej lepszej okazji rozszarpały by go na kawałki. Surowo karał też każdego Łowcę, który odważył się przekroczyć próg starego miasta i zaatakować choćby jedną bestię. A wszystko dlatego, że Djura jako jedyny wciąż widział w tych porywczych bestiach… ludzi.

Przeczytaj także:
Elden Ring – historia świata gry (wprowadzenie do lore)
Wampir: Maskarada – wprowadzenie do świata gry

Udostępnij:

Autor: Adam Szymański

Chcę podzielić się z wami swoim spojrzeniem na tytuły, które właśnie ogrywam lub przypomnieć wam starsze tytuły, do których pałam wyjątkowym sentymentem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *