Vicarious Visions właśnie znalazło się w ścisłej czołówce moich ulubionych producentów gier. Remake trylogii Crash Bandicoot zaskarbił im sobie wielu fanów, ale mimo sympatii do serii, jakoś mnie ten hype ominął. Gdy jednak usłyszałem, że ten sam producent bierze na warsztat dwie pierwsze odsłony Tony Hawk’s Pro Skater, serce zabiło mi mocniej. THPS 1+2 zafundował mi cudowną, pełną wzruszeń podróż w czasie.
Trudno o remaster czy remake, który odznaczałby się taką miłością do skateboardingu, jak Tony Hawk’s Pro Skater 1+2. To gra łącząca pokolenia. Cudownie uderza w nostalgiczne struny takich starych koni jak ja, a także w atrakcyjny sposób pozwala zapoznać się z tym fenomenem nowemu pokoleniu. Już samo intro przepięknie łączy stare z nowym. W efektywnym montażu przedstawia nam sylwetki Skaterów popularnych przed laty, jak i młodych, wschodzących gwiazd tego sportu.
Mój ostatni live-stream:
Gdy tylko rozpocząłem pierwszy run, momentalnie odezwała się we mnie uśpiona przez długi czas pamięć mięśniowa. Mechanika rozgrywki została przeniesiona praktycznie jeden do jednego (nie licząc drobnych usprawnień z późniejszych odsłon). Jeżeli wczoraj wykręcałeś/aś szalone kombinacje tricków w THPS2, z miejsca powtórzysz je w remasterze. Już po kilku przejechanych trasach wchodzisz w ten charakterystyczny flow, obliczając, na ile obrotów i tricków możesz sobie pozwolić przy wyskoku z rampy.
THPS 1+2 nie stracił nic ze swojego buntowniczego klimatu, który odznacza się w praktycznie każdej sferze tej produkcji. Gameplay nie traktuje siebie zbyt serio i niektóre kombinacje zwyczajnie wymykają się prawom fizyki i zdrowemu rozsądkowi. Oprawa wizualna to przepiękny mariaż surowych graffiti i fantastycznych murali. Tyczy się to nie tylko torów, ale nawet menu główne ocieka klimatem ulicy. O muzyce w serii Tony Hawk’s Pro Skater powiedziano już wiele, więc dodam tylko, że od blisko tygodnia katuję ponownie soundtrack na Spotify.
W momencie, gdy piszę te słowa, wymaksowałem już blisko połowę torów w jedynce i dwójce. I nie odpuszczę, jeśli przynajmniej nie odblokuję wszystkich dostępnych tras. Bawię się wyśmienicie i przyznam szczerze, że dawno żadna gra nie sprawiła mi tyle radości (o morzu nostalgii nie wspominając). Czuję jednak, że nawet kiedy ukończę grę, będzie mi mało, dlatego też w przypływie impulsu… kupiłem deskorolkę.